Zgłoś naruszenie...
Wybierz jedną z poniższych opcji.
Ten komentarz dotyczy mnie lub znajomego:
atakuje mnie,
atakuje znajomego.
Komentarz dotyczy czegoś innego:
spam lub oszustwo,
propagowanie nienawiści,
przemoc lub krzywdzące zachowanie,
treść o charakterze erotycznym.
Napisz
PANEL

wpisy na blogu

Przydługa historia naszego przyłącza wody

Data dodania: 2021-01-10
wyślij wiadomość
Budowa to prawdziwy tor przeszkód dla inwestora, na którym czekają  liczne pułapki, problemy i oczywiście różni wykonawcy... My zaliczyliśmy "chrzest bojowy" już na samym początku budowy, gdy jeszcze przed wbiciem pierwszej łopaty rozpoczęliśmy proces przyłącza do wodociągu. Ciężko nam o tym pisać, bo mamy świadomość, że popełniliśmy sporo błędów, ale sprawa jest już zakończona pozytywnie, więc... oto całą historia ( z góry przepraszamy za długość):

O warunki przyłącza do wodociągów wystąpiliśmy jeszcze przed złożeniem pozwolenia na budowę. Następnie wystawiliśmy ogłoszenie na jednym z portali internetowych o wykonanie przyłącza. Chcieliśmy to załatwić kompleksowo z jedną firmą, tak, by zrobiła za nas wszystko od A do Z. Zgłosił się jeden wykonawca, obejrzał warunki z wodociągów i z gazowni (polecił nam wykonanie tego u  niego za jednym zamachem żeby było taniej - jeden przekop) i wstępnie umówiliśmy się na współpracę.

Byliśmy na wakacjach, gdy okazało się że dostaliśmy pozwolenie na budowę (ok 3 tygodnie wcześniej  niż zakładaliśmy). Ekipa budowlana stwierdziła, że w takim razie oni mogą zacząć wcześniej, więc na szybko zaczęliśmy ogarniać wszystko co potrzebne do rozpoczęcia. Okazało się, że ekipa od przyłącza ma akurat za 2 dni wolny termin (następny dopiero za 3 tygodnie). Zależało nam żeby woda była od początku budowy, więc nieopatrznie, na szybko zgodziliśmy się na termin "za 2 dni". Pan zapewniał, że to 1 dzień roboty i będziemy mieć własną wodę. Umowę mieli wysłać wcześniej na maila, ale niestety "nie zdążyli".

Na miejscu wykonawca zapytał jak chcemy przyłącze poprowadzić. Tu mieliśmy małe problemy, bo rurociąg jest położony na działce Sąsiada, który nie zgodził się aby przyłącze szło linia prosta do naszego wodomierza - w tym miejscu miał już u siebie zagospodarowaną działkę i nie chciał jej rozkopywać. Trasa zatem miała biec prostopadle do naszego garażu, potem odbić w bok i minąć garaż i wejść do kotłowni za garażem.

Wykonawca przyłącza stwierdził, że tak nie może być, bo w warunkach z wodociągów jest napisane, że przyłącze ma być poprowadzone najkrótsza możliwa trasa. Zaproponował żeby woda i gaz były prowadzone w linii prostej pod garażem pod fundamentami i wchodziły tak bezpośrednio do piwnicy. Nie podobał nam się ten pomysł, ale zapewniał, że tak jest poprawnie, dla nas najlepiej, a w ogóle to nie mamy wyjścia, bo inaczej się nie da... I tak zaczęli kopać.

Po kilku godzinach pracy (w tym rozkopaniu działki sąsiada i przekopie przez drogę gruntową) pan od wykonania przyłącza (nazwijmy go Mateusz), poinformował nas, że nie może się wpiąć do rury, bo nie mamy projektu przyłącza wody i dzwonił do wodociągów, a oni bez projektu nie pozwolą się wpiąć. Sprawa o tyle dziwna, że doskonale wiedział, że projektu nie mamy, a my po wcześniejszych z nim rozmowach byliśmy przekonani, że zamawiamy usługę kompleksowo, razem z projektem. Mateusz tłumaczył, że umawialiśmy się na projekt, ale powykonawczy. No cóż umowy jeszcze nie widzieliśmy więc ciężko było się kłócić.

Mateusz stwierdził, że zrobi wszystko oprócz samej "wpinki" i dał nam namiary na znajoma projektantkę. Pogodziliśmy się z (niemałymi) dodatkowymi kosztami, pocieszając się, że może teraz już wszystko pójdzie sprawnie. Według wykonawcy wszystko, łącznie z projektem i zgodami wodociągów miało być  gotowe w ciągu tygodnia, dlatego też Sąsiad zgodził się żeby zostawić na jego działce odkopana rurę.

W międzyczasie cena usługi podskoczyła o ładnych kilkaset złotych bo podobno musieliśmy mieć zrobioną studnię wodomierzową, która dodatkowo kosztuje. Mateusz stwierdził również, że skoro już 90% pracy wykonali to żeby było sprawiedliwie powinniśmy zapłacić mu 75% umówionej kwoty i taką już wpisał zaliczkę w umowie. Gdy okazało się, że studnia wodomierzowa nie jest konieczna, cena nie wróciła już do pierwotnej, bo według wykonawcy mamy ciężki teren (rzeczywiście jest kamienisty, ale nie sądzimy, że powinno to aż tak podnieść cenę).

Po wykonaniu przekopu wyglądało to tak:

Kilka dni później na plac boju przyjechali budowlańcy i kierownik budowy. Zaczęli łapać się za głowę, jak można było puścić wodę i gaz pod całym garażem, strasząc, że jak nam się coś rozszczelni to pół budynku zaleje albo co gorsza wysadzi. Dodatkowo rury, które kilka dni temu były zakopane w miejscu fundamentu okazały się dużym problemem. Pan koparkowy przed rozpoczęciem wykopu pod piwnicę próbował je odkopać, ale okazało się to niemożliwe, bo podłoże mamy mocno kamieniste, a panowie nie przysypali rur piaskiem i każda próba odkopania stwarzała ryzyko uszkodzenia. Długo się nie zastanawiając pan od koparki rury urwał na początku wykopu i zrobił swoje. Wyglądało to tak:



My w międzyczasie zaczęliśmy dzwonić do wodociągów i projektanta i pytać o możliwość poprowadzenia rur nie najkrótsza trasa tylko trochę dłuższą, tak aby ominąć garaż. Okazało się, wbrew temu co próbował nam wmówić wykonawca, że nie ma z tym najmniejszego problemu.

Zaczęliśmy więc robić to co powinniśmy od początku - projekt. I tu kolejne schody, bo Mateusz najpierw nie miał czasu przekazać swojej koleżance miejsca, w którym zrobił już przyłącze, a jak to zrobił to okazało się, że projekt mija się z rzeczywistością o kilka metrów. Ostatecznie inwestor pojechał na budowę z miarką i mniej więcej odmierzył i narysował jak przyłącze jest zrobione i jak ma minąć garaż.

Minął już miesiąc, a my nie wiedzieliśmy już jak przepraszać sąsiada, który dziurę w działce miał mieć tylko przez tydzień. Gdy trasa już była wyznaczona i narysowana przez projektanta musiała zostać zaakceptowana przez wodociągi, wydział drogownictwa w urzędzie, bo przechodziliśmy przez drogę oraz przez gazownie, bo mijamy rury z gazem. Te uzgodnienia (może przez koronawirusa, może nie) trwały kolejny miesiąc. Potem już tylko projekt właściwy i kolejny czas oczekiwania na akceptację w wodociągach i na pieczątkę pani Naczelnik (na tą ostatnią czekaliśmy prawie 2 tygodnie). Okazało się również, że to nie wszystkie dodatkowe koszty, bo potrzebujemy kierownika budowy, a w umowie tego nie mieliśmy. W sumie minęło już 3 miesiące. Mateusz na skończenie pracy również kazał na siebie czekać więc minął prawie kolejny miesiąc.

Do tego Sąsiad w ostatniej chwili stwierdził, że on na przyłącze, to ok wyraża zgodę ale nie chciałby u siebie mieć na placu zasuwy. Wykonaliśmy kolejne 50 telefonów jak to zrobić, co i do kogo napisać, żeby ta zasuwę przesunąć mimo, iż projekt już był zaakceptowany. Ostatecznie udało się przesunąć ją tak, że Sąsiadowi nie przeszkadzała, ale musiała być zrobiona druga zasuwa przy samym przyłączu, tylko całkowicie zakopana w ziemi - bez skrzynki ulicznej.

Całość robót trwał z przerwami około 2 tygodnie. Był min. problem z przejściem przez fundamenty bo rura jaką tam włożyliśmy była za mała (miała być 100 ale nasz kierownik powiedział "po co taka duża"). Mateusz nie omieszkał nas poinformować, że za ten przewiert obciąży nas kosztami. Były też inne opóźnienia bo np. czegoś nie zabrali albo ktoś się rozchorował w firmie Mateusza, ale ostatecznie przed świętami mieliśmy już wodę. Tym razem inwestor zadbał już aby był na budowie dostępny piasek do przysypania rur.




Nadszedł czas rozliczenia za przyłącze. Zgodziliśmy się coś dopłacić, choćby za dodatkowa zasuwę, ale uważaliśmy, że wykonawca za swoją pracę też powinien wziąć odpowiedzialność, bo:
- rozpoczął pracę bez projektu,
- rury poprowadził pod fundamentami, co wg nas, przynajmniej jeśli chodzi o gaz jest niezgodne z przepisami,
- rur nie przysypał piaskiem
- w umowie był termin zakończenia prac we wrześniu a mieliśmy grudzień.

Wycena jaka dostaliśmy od Pana Mateusza nas powaliła. Zażyczył sobie od nas horrendalnych kwot
- za ponowny wykop,
- za wymianę rur,
- mufkę,
- dodatkowa zasuwę
- za geodetę, który na szczęście był wpisany w umowie, ale niby bez dodatkowej zasuwy wziąłby 200 zł, a tak zażądał 600 i różnice 400zl mieliśmy my pokryć.

Wyszło tego 50% więcej niż pierwotna cena. Po kilku telefonach m.in. do niezależnego geodety napisaliśmy propozycje tego za co i ile możemy dopłacić i dlaczego, a dlaczego nie. Ostatecznie Mateusz "łaskawie" przystał na naszą propozycję twierdząc, że są Święta i nie chce się kłócić. My też chcieliśmy mieć już spokój i wodę :) A przede wszystkim nie chcieliśmy mieć z tą firmą już więcej nic wspólnego, dlatego popełniliśmy kolejny mały błąd, płacąc resztę kasy, zanim jeszcze dopełnili formalności z geodeta i wodociągami. Martwiliśmy się kolejne 3 tygodnie (święta, sylwester), na szczęście niepotrzebnie, bo właśnie dostaliśmy informację z wodociągów ze mają już wszystkie dokumenty i mapki i możemy podpisywać umowę na wodę :D

Ja się bardziej z tej wody ucieszyłem niż jakby nam ropa popłynęła ;)

Sprawa ta kosztowała nas (szczególnie Inwestora, który dzielnie walczył z każdym kolejnym problemem, wydzwaniał po urzędach i negocjował) wiele nerwów. Mamy świadomość, że można było ich uniknąć, gdybyśmy nie popełnili kilku błędów. Przede wszystkim kompletnie nie wiedzieliśmy jak się do całej sprawy zabrać, liczyliśmy, że ktoś to zrobi za nas, ale niestety trafiliśmy raczej na kombinatora, niż na uczciwego wykonawcę. Na szczęście ostatecznie wszystko udało się zakończyć pozytywnie, a my wyszliśmy ze sprawy bogatsi o wiedzę i doświadczenie na kolejne etapy.

PS . Czeka nas jeszcze umowa z Sąsiadem na służebność jego gruntu na przyłącze wody. Wahamy się czy zrobić akt notarialny z wpisem do jego księgi wieczystej, czy podpisać z nim zwykłą umowę. Sąsiad jest w porządku, notariusz to koszt, a za 10 lat prawdopodobnie wodę poprowadzą już w drodze. Z drugiej strony z wpisu do księgi wieczystej sąsiad się już nie wycofa...
2Komentarze
Data dodania: 2021-01-10 21:27:17
Co blog to historia, z każdej historii powstała by oddzielna książka. To wszystko wychodzi z tego że, każdemu zależy na czasie więc coś zrobi najpierw niż zapyta, czasami nie zostanie poinformowany albo doinformowany i po prostu nie wie - i ma prawo nie widzieć skoro płaci fachowcom. Ale projekt to podstawa. Ja w swojej budowie kupiłem działkę gdzie notariusz nie soradzil że jest Służebność, po podpisaniu z PGE umowy czekałem na prąd 2,5 roku bo sąsiad nie dał zgody na położenie kabla na jego działce (można by napisać że też się pospieszyłem i postawiłem cały dom z przedłużacza od 2 sąsiada). Ekipa mi zwaliła lukarnę w dachu gdzie woda lala się do środka - czekałem 4 mieisacce na poprawienie, kolejna ekipa spieprzyła mi zabudowę karton gipsów na poddaszu, kolejna steka ze masa poprawek. Teraz postawili mi skrzynkę z gazem, podpisali umowę o dystrybucję a okazuje się że nie ma odbioru skrzynka przez inspektora a u mnie ekipa od jutra chce gipsować gdzie cały tydzień. Nich po - 10 ma być. No i tak bywa. Beda chodziły farelki dzień i noc a pge nie zarabiało 2,5 roku więc przywalę 1000 zł za miesiąc na prąd :(
odpowiedz
Data dodania: 2021-01-14 03:32:44
No niestety, na budowie trzeba cały czas być czujnym i doszkalać się na każdy temat. Teraz już to wiemy, ale i tak pewnie nie uda się uniknąć wszystkich błędów. Mam nadzieję, że wszystko poszło dobrze z gipsowaniem. I że rachunek nie wyjdzie aż taki wielki :)
odpowiedz
Odpowiedź do przemekradomyski11
dom-w-poziomkach
ranga - mojabudowa.pl stały bywalec
Wyślij wiadomość do autora OBSERWUJ BLOGA
statystyki bloga
Odwiedzin bloga: 43654
Komentarzy: 176
Obserwują: 6
On-line: 9
Wpisów: 51 Galeria zdjęć: 647
Projekt projekt indywidualny
BUDYNEK- dom wolno stojący , parterowy z poddaszem z piwnicą
TECHNOLOGIA - murowana
MIEJSCE BUDOWY - Dąbrowa Górnicza
ETAP BUDOWY - VI - Instalacje wewnętrzne
ARCHIWUM WPISÓW
2022 luty
2021 grudzień
2021 listopad
2021 sierpień
2021 lipiec
2021 maj
2021 marzec
2021 luty
2021 styczeń
2020 grudzień
2020 listopad
2020 październik
2020 wrzesień
2020 sierpień

OBECNIE NA BLOGU
1 niezalogowany użytkownik